Niewidzialna ręka rynku

Posiadanie dzieci to błogosławieństwo. Tak przynajmniej twierdzą ludzie. Kolejne życie wychodzi z matczynego łona. Wszyscy w wokół cieszą się. Dziecko powoli rośnie. Zabieracie je z szpitala do domu. W końcu lekarz na to pozwolił. Długo przygotowywaliście się na to. Specjalnie przerabialiście pokój. Łóżeczko, tapety, szafy, zabawki. Stworzyliście najlepsze warunki do wychowania dziecka. Gdy wychodzicie z nim na spacer, wszyscy mówią wam jaki piękny mały skarb posiadanie. Przytakujecie. Nie możecie zmrozić powiek. W nocy wasz syn lub córka ciągle płaczą. Nie wysypiacie się. Nic, trudno. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. Mija kilka lat. Wasze dziecko rośnie. Zabieracie je do parku lub plac zabaw. Pozwalacie mu na samodzielną zabawę lub z innymi dziećmi. Wy jesteście bierni. Zachowujecie dystans i obserwujecie dziecko z odległości kilku metrów. Oczywiście ani na chwile nie spuszczacie potomka z oczu, przy każdym potencjalnym zagrożeniu jesteście gotowi do błyskawicznej reakcji. Nie pozwolicie, aby dziecku stała się krzywda. Nie można być nadopiekuńczym wobec dzieci. Tym zrobicie mu tylko krzywdę. Nie można dziecka prowadzić za rękę. Nie przeżyjecie jego życia. Trzeba dawać drogowskazy. To najlepsze metoda wychowania. Musicie przyjąć rolę państwa, które występuje w ekonomii w modelu kapitalistycznym. Niewidzialna ręka rynku.

Both comments and pings are currently closed.